sobota, 9 listopada 2013

Oh you. such a bad, bad girl

Przyznaję. Mam problem. O ile nie występuje w liczbie mnogiej i nie są to problemy. Chyba stawiam na to drugie. Nie wiem czy to wynika z mojej pięciokrotnej podzielności ciała i duszy. Naprawdę nie wiem. Wydaje mi się, że zdążyłam już siebie poznać na tyle, by móc wiedzieć co jest moje. Takie moje, naprawdę. Co robię, a czego nie. Co lubię, a czego nie. Co mnie drażni, a co pociąga.
A tu taka niespodzianka. Zupełnie tego nie przewidziałam. Bo to zwyczajnie nie było w planach, nawet możliwościach! Trzeba nad tym zapanować, gdzie sama myśl wydaje się trudna w realizacji... Całe szczęście, albo tylko połowa, że dzięki temu jestem w stanie zrozumieć istotę dystansu, który tworzę między ludźmi. Moje słabości wprowadzą mnie do 9 kręgu, już gdzieś się tułam w przedsionku, widzę to. A przede wszystkim czuję.
Szczerze? Wolę kiedy jest źle. Mam punkt zaczepienia, wiem jak jest. A teraz jest nijako. Tak pusto, zwyczajnie, nudno.


// Chciałabym mieć Ciebie na własność, ominąć etap niepewności. I być obok.

piątek, 25 października 2013

And you can tell them all I'm gone.

Stań tu i spójrz mi w oczy, bo nigdy nikt tego nie robi. Spójrz na mnie i spróbuj nie kłamać. Powiedz, że zamierzasz odejść bez słowa. Choć raz proszę Cię, nie skłam. Wiem, że prawda już próbuje się gdzieś schować głębiej. Światu możesz powiedzieć każde kłamstwo. Oszczędź mnie. Nawet nie wiem czy mam kazać Ci odejść, przecież to ja miałam być tym Światem. Ale to oznaczałoby, że pozwalam Ci na tą niezgodność z prawdą. A tego nie chcę. Jeśli zatem pozwoliłabym Ci zostać, zesłałabym samą siebie na pasmo cierpień. Myślałam, że już do tego nie wrócę. Myliłam się oczywiście. To siedzi bardzo, ale to bardzo głęboko we mnie. Nawet ja nie byłam świadoma siły tego dziwnego zjawiska. Pozostaje mi to usprawiedliwić...po prostu mną. Taka jestem. W 10 szybciutkich sekund potrafię stracić panowanie, uciec do mojego, jednoosobowego świata. Chociaż nie. Mam na myśli miejsce gdzie ja i wspomnienia dusz się spotykamy. Jak dobrze, że nikt mnie jeszcze w tym świecie nie widział. Nie przyłapał, kiedy się cichutko wymykam. Problem polega na tym, że kiedy już zdołam powrócić na lodową pokrywę kontroli, wiem jak bardzo to lubię w sobie. Tą odrębność, tajemnicę. Jeśli się uda, chciałabym to zachować dla siebie jak najdłużej. Tylko dla siebie. Mogę to opisać, kiedy jedynym rozwiązaniem przy spazmatycznym oddechu, którego nie sposób opanować  niczym innym jak właśnie bólem wywołanym premedytacją. Zaciskam dłonie i usta tak długo aż to pomoże. Jedyny sprawdzony sposób. Mogę dalej mówić jak w momencie otępienie paraliżuje moje ciało, ledwo wystukując słowa. Ten charakterystyczny nieobecny wzrok został już wpisany w definicję mnie. Jestem pewna, że tego nie rozumiesz. Pomyślisz sobie, co to za problemy mogę mieć. Ale jeśli nie doświadczyłeś chociaż jednej sytuacji z mojej przeszłości to nawet nie ma sensu, abyś próbował mnie zrozumieć. Już nie potrzebuję zrozumienia, ono niczego nie zmienia. To tylko fakt, jednak wciąż nic niewnoszący do rzeczywistości. I znowu te dreszcze. Czy nie tylko ja dostrzegam ten schemat? Pierwsza łza, druga...Przy trzeciej już przelatuje Ci połowa wspomnień, potem tracisz rachubę, nie mówiąc o kontroli. Cholera jakiej kontroli? Gdzie ona się podziała? Dochodzimy już do zaniechanego oddechu i bólu. Wciąż nie wiesz o czym mówię? To szczerze? Daruj sobie. Mi dreszcze przejdą, odzyskam panowanie i wrócę do rzekomej normalności. a Ty dalej nie wiesz o czym mówię. Więc darujmy sobie to przedstawienie. 

niedziela, 20 października 2013

How dare you?

Jak śmiałeś powiedzieć, że ją znasz. Nawet nie wiedziałeś jaka jest jej ulubiona książka. Ani film. Ani piosenka.
Nie jestem przygotowana. Nie wiem tylko czy na to się kiedykolwiek można przygotować.Nikt nie pyta się nas czy chcemy być tu i teraz. Ale jesteśmy. Czasem rzeczywiście uda się mieć na to wpływ, ale do tego także trzeba dorosnąć. Nie wiem czy wiek jest wyznacznikiem tej rzekomej dorosłości. Może samotność? Może szczęście? Może doświadczenia? Nie będę zgadywać, nawet nie próbuję. Tak długo błądzę, nie chce dłużej. Jednak.. z drugiej strony, kto da mi pewność, że to nie na tym wszystko polega? Na błądzeniu i odnajdywaniu siebie. Gdzieś w między czasie. Pomiędzy jednym, a drugim 'nie', które tak często powtarzam.
Znam tak wielu ludzi, a jednak nie znam. Połowy z nich nawet nie poznałam barwy głosu, uniesionego tonu i... I co mam z tym zrobić? Nic nie mogę. Nie mam aspiracji na władanie światem, o nie. Niech on mną zawładnie. Porwie. A ja syndromem sztokholmskim zakocham się w nim. Świat będzie moim Światem. Czy to w ogóle możliwe? Potrafisz sobie to wyobrazić? Spróbuj. Jedno egzystuje tylko i wyłącznie dzięki drugiemu. Ostatni dzięki pierwszemu. Zło dzięki dobru. A ja? Cholera nie wiem. Choć to chyba nie kwestia połówek, drugich części i uzupełnień.
Czasami mam dość samej siebie. Nie wiem jak ze sobą wytrzymać. Mam dość, ale wiem, że dam radę i to tylko kwestia czasu. Prawda? Życie to różne kwestie. I tyle.
Ze słabością przyznaje, że mimo strachu, który najsilniej mną włada, potrzebuje kogoś. Nie tylko kogoś, ale Tą Osobę dla mnie. Kiedy nie będę musiała mówić czego potrzebuję, a On już mi to da. Kiedy nie będę musiała mówić co chcę usłyszeć, a On już to powie. Kiedy mimo upływu czasu wciąż będzie wypełniał mnie ciepłem i powodował dreszcze na całym ciele, niby zwykłym dotykiem. Kiedy za każdym razem przy usłyszeniu dzwoniącego telefonu będzie na setną sekundy zamierać mi serce, tylko po to aby za chwilę bić zdecydowanie zbyt szybko, w przeświadczeniu że to On dzwoni.
Nie wiem co bym wybrała, gdybym miała znowu wybór. Czasami chcę krzyczeć, tak głośno. Najgłośniej. A nie mówię niczego nawet szeptem. Uśmiechem przez łzy próbuję przekonać samą siebie. Tylko do czego? Że takie było przeznaczenie dla mnie? Zaprzepaścić życie, aby wygrać chwile? Czysty absurd. Czyli jestem absurdem? Staczam się w dół, czy pnę w górę? Nie wiem. Znowu. Naprawdę nie wiem. 

poniedziałek, 14 października 2013

Will you miss me when I'll be gone, like forever?

Nie wiem kim jesteś. Ale czy wiem kim jestem ja? Cholera jasna nie wiem. Weź mnie za rękę, nie puszczaj nawet na chwilę i zaprowadź tam gdzie dowiem się wszystkiego. Nie wszystkiego co istnieje, ale wszystkiego czego potrzebuje. Tajemnice, ale tylko Twoje. Abym nigdy nie zapomniała Twojego głosu, nawet kiedy miną lata. Żebym pamiętała te przeszywające dreszcze na samo wspomnienie Twojego ciepła.
Tonę w iluzji. Nawet gdybym poprosiła Cie, abyś mnie nie smucił, to nic nie da. Droga jest przeraźliwie długa, nie wiem czy to zniosę. Nigdy nie całuj mnie na pożegnanie, nie chcę wiedzieć jak to jest. Ale traktuj zawsze tak, jakbyś w swojej świadomości nie mógł pozbyć się przeczucia, że zaraz mnie stracisz. Jakbym była najcenniejsza na świecie. Spróbuj, a staniesz się moim wszechświatem. Zależni od siebie. Od początku do końca. Jednak boję się końca. Start mnie przeraził, paraliżujące dreszcze uniemożliwiają mi wyobrażenie o zakończeniu.
Nie wiem czy kiedykolwiek pozbędę się poczucia, iż muszę wiecznie coś udowadniać. Nie tylko innym, ale także sobie. Nie wynika to z zamartwiania się 'co inni sobie pomyślą?'. O nie. Ale z tego przeświadczenia o byciu dobrą. Nie mogłabym pogodzić się z myślą o czynieniu zła, do tego z premedytacją.
Chciałabym; może nie dla wszystkich, ale chociaż dla Ciebie, znaczyć tyle ile Ty dla mnie. Proszę o tak wiele...
Lubię mieć kontrolę, choć nie raduje mnie dominanta. Władaj mną, kieruj. Sprowadzaj z dobrej na złą drogę. Ze złej na dobrą z powrotem. Pozwól mi na różne wcielenia. Świadomość. To jedyne co mam w związku z nimi. Tu nastaje granica mojej kontroli. Delikatnie próbuję stąpać po gruncie, a on się sypie. Mogę spaść, mogę. Nie będę się bała, jeśli na milimetr przed śmiercią staniesz bliżej i wyszepczesz, że jesteś. Roztopię się niczym lód na rozgrzanej skórze. Lecz nie zniknę. Zmienię się. Tak jak zmieniałam dotąd. Powkładam moje szczątki w Ciebie. Kiedy będziesz dotykał inną, poczujesz, iż to nie ten dotyk, który Cie ukoi z nerwów. Może przypisuje sobie za dużą wartość i znaczenie, ale sam mnie tego nauczyłeś.
Aż uwierzyłam. Tak naiwnie, beznadziejnie, że rzeczywiście coś mogę dla Ciebie znaczyć. A tym czymś okazało się nic. Robię krok w przód, czuję jak spadam. Przepaść, niekończąca się przepaść nazwana życiem. Sam mnie zepchnąłeś. Spróbuj o mnie zapomnieć, a spadniesz. Głębiej niż ja. Lecz nie dzisiaj.  Dzisiaj jeszcze jesteś moim wszystkim. 

niedziela, 13 października 2013

IF I

''czasem wydaje mi się, że ja dla Ciebie też coś znaczę... tylko Twoje "coś" jest mniejsze od mojego." 
Nie wiem jak Cię nazwać. Kim jesteś? Nie wiem tylko czy pytam, aby rzeczywiście poznać odpowiedź. Wiem na pewno, nie jesteś moim szczęściem. Choćbym nie wiem jak bardzo chciała, abyś był, jednak nie jesteś. Tak strasznie się Ciebie boję. Chyba z niewiedzy na Twój temat. Nie wiem także, czy ta Twoja tajemniczość dalej mnie intryguje. Zatopiona w dreszczach, z przygryzionymi ustami i trącana co chwilę łzami, jako stałe elementy, nie wiem nic. Co myśleć. Co robić. Jestem tak bardzo stała, niezmienna, a nawet obojętna niekiedy bardziej niż powinnam. 
Nie pozwolę się tak traktować. nie tak to sobie wyobrażałam. Zasiałeś zwątpienie, a to ja zbieram teraz obszerne plony. 

sobota, 28 września 2013

Especially You.

Cierpienie jest Sztuką. Tak samo miłość jest luksusem, na który tylko nieliczni mogą sobie pozwolić. Nie ma mnie w tym kręgu. Całe szczęście nie czuję się przez to gorsza. Tylko milion razy bardziej samotna. Ale to tylko milion. Za miliony kocham i cierpię katusze. Tak samo jak zło i dobro warunkują siebie nawzajem, tak i ja warunkuję siebie samą. Bez alter ego byłabym zupełnie nijaka. Kto wtedy miałby zakrwawione usta, zdarty naskórek przy palcach i przeszywające dreszcze? No kto? To stały schemat, którego trzymam się wyjątkowo mocno. Jak mało czego. Strachu się też tak trzymam. A może i nawet bardziej. Trudniej robi się, gdy nagle zdaję sobie sprawę, z tego że to strach włada mną, a nie ja nim. Piekło wyobrażane jest od zarania dziejów jako płonące w ogniu dusze skąpane w cierpieniu i krzyku. Lament, płacz i ból. Czy to oznacza Piekło na Ziemi? Chyba zatraciłam część siebie. Nawet wykluczając to, że znowu wpadłam w paszczę Lucyfera. Strącona na samo dno, co najgorsze, na własne życzenie. Nie przyświeca mi żadna postawa ascety, nie nie. A jednak wróciłam do źródeł masochizmu i znowu tu jestem. Tu, w Piekle. Lecz obojętna na zawodzenie i okrzyki dusz. Przemierzam swoją drogę w wyimaginowanym spokoju. A to tylko pozory.
Mało co przeraża mnie tak bardzo, jak opcja, iż zawsze będę lądowała, kończyła dokładnie w tym samym miejscu jak tu i teraz. W ciemności. W moim kochanym mroku. Otulona lodowym kocem. Nie wiem co robić. Chcę rozmawiać, tym samym nie chcąc mówić nic. Chcę kogoś kto będzie mnie przytulał i głaskał nie pytając o nic. Chcę, żeby to okropne uczucie zniknęło. Kiedy wycieram łzy, one znikają. Ale to nie oznacza tym samym, że nigdy ich nie było. Identycznie jest i przy kwestii tego niezidentyfikowanego uczucia. Może być stłumione, bo jestem już mistrzynią w ukrywaniu tego co nie może wyjść poza mój kochany mrok. Schowane na jakiś czas, ale nie zniszczone. Wraca właśnie w takich momentach jak ten. Potrzebuję kogoś, kto nie będzie zważał na moje dziwactwa, kto przeczeka etap irytacji, złości. Kogoś komu starczy do mnie cierpliwości. Chcę kogoś, kto się nie boi. Nie będzie mnie oceniał. Pozwoli mi być niezależną jednostką, ale wciąż w kolaboracji. Kogoś, komu nie będę musiała mówić co powinien w danej chwili zrobić, abym poczuła się lepiej. Wyczuje mój niemy krzyk. Wołanie o akceptację, bliskość i zrozumienie.
Nie wiem, gdzie tego szukać. Dostaje ciągle błędne sygnały. Albo to moje interpretacje mijają się z celem? Kiedy już wydaje mi się, że mogłabym bać się troszeczkę mniej, to ktoś zalewa mnie zwątpieniem, strachem i jak kończę? Znowu zraniona. Ale zahartowana, więc pozornie boli nieco mniej. Wciąż w Piekle. A cierpienie to Sztuka. Bez wątpienia. 

wtorek, 24 września 2013

Full of faith

Ludzie snują złośliwe intrygi, aby dać sobie upust ogromnych złóż fałszywości. Rządni plotek, nowości, ciekawostek. Zainteresowani najbardziej cudzymi potknięciami, niepowodzeniami. Trudno o rozum, gdy w głowie więcej pomysłów zemsty, niż wiedzy. Trudno o miłość, gdy serce jest tylko narządem, a nie źródłem uczuć. 

niedziela, 22 września 2013

Empty hands

To okropne i dziwne uczucie pustych, zimnych dłoni. To już nie jest to przyjemne napięcie w oczekiwaniu na dotyk ciepła. Teraz to skamieniałe resztki palców. Gorące morza sercem płyną. Dla mnie byłeś oceanem namiętności. Moje puste ręce szukają Cie w pobliżu. Napotykają tylko zimne kamienie. Zgubiły się. Nie wiem co teraz. Przysięgam, że nie wiem. Zatapiam się w dreszczach. Uciekam w sen. 

niedziela, 8 września 2013

Bonfire Heart

Krzyczysz z całych sił, a ja nic nie słyszę. Będzie padać, a ja nie zobaczę ani jednej kropli. Chciałam sił, a ledwo mogę się ruszyć. Próbuję nie zaprzeczać. Nie mów mi tylko, że mam zapomnieć, czy się zmienić. Bo nic takiego się nie stanie. Nadszedł moment, że muszę wystarczać sama dla siebie. Zdawać by się mogło, że mam to już za sobą. Zwrot wydarzeń otwiera mi oczy. Uświadamia, że jeszcze więcej przede mną.
Przez ten cały czas kiedy próbowałam uczynić Cie Moim. Nie ma ludzi idealnych, ale można być idealnym dla kogoś. Dla tej jednej osoby, którą znasz. A potem okazuje się, że jednak się nie znacie. Zabrakło okruszka szczerości. Przecież i tak zrozumiałam. Można mi wszystko powiedzieć. Czasami potrzebuje czasu, aby to dobrze przyswoić, a przede wszystkim przeanalizować i zrozumieć. Nie byłeś tak silny jak ja wtedy. W mojej głowie byłam już gotowa na poświęcenia. Choćbyś miał być mój tylko raz w roku. Byłoby warto. Z gorącej pustyni usypanej piaskiem uczuć, przeniosłeś mnie słowami na zimną Syberię. A ja nieświadoma niczego dałam się tam zaprowadzić. 

wtorek, 13 sierpnia 2013

The story

Przeczytałam kilka poprzednich wpisów i jestem szczerze sobą zaskoczona, że wystarczyło 5 słów abym poczuła się dokładnie tam samo jak w momencie pisania. Świadomość, że nikt tego nie czyta, albo prawie nikt, jest dość przyjemna. Nikt mnie nie będzie osądzał, oceniał w skali lub bez niej. To wszystko jest moje i tylko moje.
Już czuję dreszcze. Na całym ciele. Jak milion małych igieł wbijanych w skórę. I znowu.
Coraz częściej pojawia się we mnie chęć przelania tego wszystkiego co trzymam w głowie. Mam głupią nadzieje, że ktoś rzeczywiście rozważyłby moje słowa i zastanowił się nad sobą, nad innymi też. Nie wiem jednak kiedy się na to zbiorę w sobie. Kiedyś byłam naiwna, bądź ufna, nie wiem co bardziej, ale byłam. A teraz dostrzegam różnicę. Rozmawiam z kimś o rzeczach zwykłych, o relacjach z innymi, o tym co sie dzieje lub co się nie dzieje wcale.  Ale nie mówię nigdy o tym jak się JA naprawdę czuję. Nadszedł wieczór przy którym potrzebuje właśnie tej rozmowy o uczuciach, ale nikogo tu nie ma dla mnie... Niewiele na to mogę poradzić. Nikt nigdy nie widzi mnie takiej jak teraz. Zimnej, z niemym wzrokiem, mokrymi policzkami, pogryzionymi ustami, nieruchomej, pustej. Wydaję się taka..spokojna. Lecz to tylko pozory, serce chce bić coraz wolniej, ale wierzę, że czeka mnie coś dobrego. Choćbym miała czekać aż do śmierci, nie poddam się. Wciąż zastanawiam się skąd biorę tyle siły. Cierpliwości potrafiłam się nauczyć i bardzo ją cenie. Ale ta siła? Nie znam odpowiedzi.